Strona główna » Czas na śmierdziela

Czas na śmierdziela

Data dodania: 08-11-2021
altWreszcie doczekałem się pierwszych przymrozków, spadających liści i pustek nad wodami. Całe jezioro jest tylko dla mnie i moich grubych cyprinusów. Jeszcze tylko wystarczy otworzyć paczkę śmierdzących kulasów abym poczuł prawdziwy zew jesiennej natury. Ten smrodek to zapach wiszących w powietrzu brań, które powinny pojawić się zaraz po zmroku.


Wreszcie doczekałem się pierwszych przymrozków, spadających liści i pustek nad wodami. Całe jezioro jest tylko dla mnie i moich grubych cyprinusów. Jeszcze tylko wystarczy otworzyć paczkę śmierdzących kulasów abym poczuł prawdziwy zew jesiennej natury. Ten smrodek to zapach wiszących w powietrzu brań, które powinny pojawić się zaraz po zmroku.

No cóż czy komuś się to podoba czy też nie przyszła jesień i pozostaje tylko do niej przywyknąć. Przy dobrej organizacji i przygotowaniach nad wodami wcale nie musi być nieprzyjemnie. Można też odpuścić i poczekać do wiosny ale przecież do niej jest tak daleko, że nie zrezygnuję z zasiadek aż do pierwszego lodu.

Coś mi tu śmierdzi

Jeśli jesień to tylko śmierdziel. Mam może dziwne skojarzenia ale nabierałem ich od wielu wielu lat. Kiedy tylko otworzę śmierdzącego squida czy racicznicę od razu czuję zapach brań. Wystarczy tylko mi skojarzenie, że przecież to jesień czyli ostatni czas wielkiego żarcia dużych ryb. A najlepszym pokarmem dla karpi to wszelkiego rodzaju śmierdzące naturalne pokarmy. Z wieloletnich obserwacji i praktyk nad wodą a także opisów wielu innych karpiarzy wynika, że jesienią u karpi włącza się instynkt drapieżcy. Karpie bardzo często atakują duże raki i drobne rybki. Nie pogardzą także padliną zalegającą na dnie w postaci drobnego mięska jak martwe ryby, raki czy małże. Sam pamiętam kiedy pewnego listopada złowiłem karpia na fileta, co tylko potwierdza moją teorię. Dlatego uważam, że jesień to czas śmierdziucha i najczęściej wybieram smaki rybne.

alt

Jaki śmierdziel

Jeśli już wybieram śmierdziela to musi to być naprawdę powalający zapach. Sprawdzić można to tylko w jeden sposób otworzyć np. dipa i mocno się zaciągnąć (jednak odradzam testów w warunkach domowych zwłaszcza jeśli w okolicy krząta się żona bo zamiast na karpie możemy pojechać do szpitala na intensywną terapię), jeśli padniemy na ziemię to jest to o co mi chodziło. Krótko mówiąc śmierdziel musi śmierdzieć. Moje sprawdzone zapachy to squide, racicznica czy w ostatnim czasie Ochotka z Ikrą i Bio Rak. Te smaki są naprawdę mega mocne i zawsze znajdą się w mojej torbie na późnych zasiadkach.
 

alt

Moje przynęty obowiązkowo mocno dipuję na 2-3 dni przed zasiadką muszą aż ociekać aromatem a wtedy długo będą wabić ryby w łowisku. Ma to też inne uzasadnienie. Jesienią nie za często przewożę zestawy ze względu na panujące warunki poza namiotem i szybko zapadający zmrok. Dlatego musze mieć pewność, że moja przynęta nawet do dwóch dobach nadal dobrze pracuje na mój sukces. Alternatywnie stosuję kulki w panierce 4D, które również 2 doby mogą się moczyć. Oprócz dipów oczywiście używam aromatycznych aminoliquidów, popularnych boosterów lub w ostatnim czasie Sosów. Dobrze zalać śmierdzielem kilka połówek kulek z crusherem i wrzucić je do woreczka PVA. Kiedy łowisko miałem wcześniej nęcone taka porcja zupełnie wystarczy dla głodnego karpia. Całość uzupełniam kulkami zanętowymi w niedużych porcjach. Na 3 nocki zabieram jedno 3 kilogramowe wiaderko a jeśli mi się skończy oznacza to, że naprawdę połowiłem i czas do domu. Pelletów na dużych polodowcowych jeziorach w ogóle nie używam bo szybko przyciągają leszcze. A jeśli łowię na wodach komercyjnych to owszem w woreczkach PVA i najczęściej sięgam po gruby kaliber Arctic Krill 20mm.
 

alt

Grube Przypony

Wiele razy łowiąc jesienne karpie miałem problem z zaczepiającymi się liśćmi na haku lub gnijącymi szczątkami roślinności podwodnej. Dlatego zacząłem stosować przypony wykonane z plecionki w otulinie. Sztywniejszy materiał nie jest tak mocno narażony na splątania podczas skubania drobnicy jak to bywało w przypadku miękkich przyponów. Kolejnym plusem jaki zauważyłem to znacznie lepsze wpięcia się ostrożnych jesiennych karpi, które mimo wszystko nieco już delikatniej podchodzą do przynęt.
 

alt

Patrząc na cały zestaw zawsze zastanawiam się kiedy jest czas na typowe samozacinajki z zablokowanym ołowiem a kiedy na przelotówki. Generalnie wygląda to tak, że początek jesieni kiedy temperatura wody nie spadnie poniżej 10-12 stopni używam zestawów z zablokowanym ciężarkiem. A jeśli tylko zrobi się chłodniejsza woda przestawiam się na zestawy przelotowe. Zawsze jednak podglądam wodę i obserwuję co się dzieje na danym łowisku. Jeśli sprawdza mi się jeden zestaw i są brania a ja mogę holować ryby nic nie zmieniam. Jednak kiedy mam delikatne piki a ryb zero na macie daje mi to do myślenia i zmieniam swój sposób łowienia. Staram się zawsze dopasować do danej sytuacji kiedy tylko tego wymagają karpie.
 

alt

Duże Przynęty

Łowiąc jesienią w wodach, gdzie występuje masa drobnicy nawet na myśl mi nie przychodzi aby założyć coś mniejszego na haka jak kulka 20mm. Często stosuję duże bałwany np. 2x 20mm lub 20 i 18mm popek. Wszystko zależy od sytuacji. Nie lubię mieć brania w środku nocy z 200 metrowej odległości kiedy tym smakoszem okaże się leszcz. W zimną noc pływanie po garbatego złotego leszcza to naprawdę nic przyjemnego. Sprawa inaczej ma się z karpiem bo kiedy poczuję ten pulsujący ciężar na drugim końcu, nie wiedzieć czemu od razu jest mi gorąco nawet jak jest przymrozek. Co do małych przynęt zaglądam na nie dopiero od listopada i to w wodach z mniejsza populacją drobnicy lub wodach komercyjnych. Zazwyczaj wtedy kiedy wiem, że szanse na leszcza są minimalne. Dużo lepszym rozwiązaniem niż mała przynęta jest kulka neutralna o średnicy chociaż 18mm ona zawsze mi się sprawdzała w okresach delikatniejszych brań.
 

alt

Na głębokich stokach

U schyłku sezonu bardzo lubię łowić w głębokich jeziorach, żwirowniach lub gliniankach. Te wody utrzymują temperaturę wody zawsze wyższą niż płytkie zbiorniki. Wybieram zbiorniki w których bardzo często głębokości dochodzą nawet do 20 metrów a czasami i więcej. Nie oznacza to oczywiście, że łowię tak głęboko ale wiem, że te wody trzymają ciepłą wodę nawet ponad miesiąc dłużej porównując inne płytkie zbiorniki. Całkiem niedawno poznałem nowe jezioro, gdzie głębokości wahały się od 18 do 24metrów. Co ciekawe na środku tego jeziora występuję górka (jeśli tak to można nazwać), która wychodzi do 14 metrów. Bardzo ciekawe miejsce na naprawdę grubą rybę bo jak wiem te wielkoludy lubią głęboką wodę i to daleko od brzegu. Warto takich miejsc poszukać we własnych zbiornikach bo wszelkie zmiany głębokości i spady przy tego typu górkach są dobrymi żerowiskami. Jak zauważyłem najczęściej jednak łowię na głębokościach 4-8 metrów na delikatnych stokach bo tam gromadzi się najwięcej naturalnego pokarmu dla karpi.
 

alt

Podstawą jednak jest systematyczne nęcenie jakimś ostrym śmierdzielem z mieszanką orzecha tygrysiego żeby specjalnie drobnicy nie zachęcać. Regularne odwiedzanie tego typu miejsc przyniosła mi naprawdę wiele radości. Już wkrótce ruszam na nowe jezioro i nowe miejscówki. Teraz tylko sypać i oczekiwać na pierwszego jeziorowego karpia tej jesieni.

 

Autor: Paweł Szewc

Artykuł pochodzi z czasopisma: KarpMax www.karpmax.pl
 


Przejdź do strony głównej
Cennik
Pobierz cennik HTMLPobierz cennik XLS
KATALOG 2021
RABATY
RABATY
od 600zł - 5%
od 1000zł - 10%
Dla Klientów
Zarejestrowanych
Nie dotyczą:
- produktów w promocji

 
GLS Śledzenie Przesyłki
Systemy płatności
  • Przelewy24
GALERIA PAWEŁ SZEWC
alt
GALERIA PIOTR WASILCZUK
alt
GALERIA MICHAŁ MAJOREK
alt
GALERIA PATRYK URBAN
alt
GALERIA ROBERT GOGOLA
GALERIA PRZEMEK WAMBERSKI
alt
GALERIA TOMEK SŁOWIŃSKI
alt
GALERIA ADAM GÓREŃCZYK
GALERIA WOJTEK PAPAŁA
GALERIA PRZEMEK BADYNIAK
GALERIA JAKUB PELLOWSKI